Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Testujemy Saksonię, Saksonia testuje nas

Testujemy Saksonię, Saksonia testuje nas

Pierwszy dzień Traveler Adventure Team w Saksonii i Brandenburgii można podsumować hasłem: „traveler”, gdy po długiej podróży dotarliśmy do celu. Drugi to już zdecydowanie „adventure” oraz „team”. Czas na przygodę!

Zaraz po śniadaniu ekipa ruszyła zwiedzać Małpie Skały, die Apelsteine. To zespół pięknych formacji wyrzeźbionych z piaskowca przez erozję. Wytyczono na ich szczyty kilka tras o różnym stopniu trudności. Towarzysząca nam Sabine, która na co dzień oprowadza po tym miejscu miłośników wspinania, wyposażyła każdego z uczestników w uprząż do wspinaczki, a na pierwsze podejście wybrała strome podejście ciasną ścieżką. Dlaczego? To proste, po 30-minutowej wspinaczce po stromym zboczu do podnóża skał każdy był już rozgrzany. Bo największe fizyczne wyzwanie tego dnia właśnie miało się dla nas zacząć. Zresztą nie tylko fizyczne.

Skalny sprawdzian

W naszej grupie jest przekrój przez wszystkie stopnie wtajemniczenia: od górołazów, dla których 5-tysięcznik to codzienność, a skałki pokonują w myślach planując kolejne wyprawy, po nowicjuszy, dla których właśnie nadszedł czas pierwszego spotkania z uprzężą, zabezpieczeniami i przepaścią pod stopami. Ten moment pokazał jak ważne w projekcie TAT jest słowo „team” – ostatecznie, mimo okazjonalnych okrzyków „ja nie dam rady” oraz „nie idę dalej”, wszyscy bezpiecznie dotarli na upragnione szczyty. Jak zwykle, największym wrogiem okazał się strach. Gdy udało się go zwyciężyć (lub jakkolwiek oszukać) niemożliwe nagle okazywało się całkowicie wykonalne.

Skałki przetestowały nasze kolana, uda, łydki, ramiona i… ubranie. Poranna wyprawa przy okazji stała się sprawdzianem dla ubrań Brubeck. Wspinaczka niesie za sobą skoki temperatur – pomiędzy skałkami chłód i wilgoć w cieniu, po chwili zaraz gorąc i słońce na zboczu. Do tego test wytrzymałości przy napięciach i naciąganiu. Bielizna Brubeck test zdała na piątkę – nie tylko sprawdziła się jako doskonała termoizolacja w różnych temperaturach. Okazji do jej przetarcia, podziurawienia, nie brakowało – a jednak na koniec dnia nie znaleźliśmy żadnych uszkodzeń.

Widoki rozpościerające się z Małpich Skał trudno porównać do czegokolwiek. Z zielonego oceanu drzew co i rusz wychylają się strzeliste bloki skalne o zaokrąglonych kształtach. Na szczycie poza satysfakcją czeka doświadczenie ogromu tętniącej życiem przyrody. Do tego naszym oczom nie umknęły jagody, których krzaki kłębiły się wciąż przy drodze. Według Sabine szczególnie warto wędrować tu w lipcu – wtedy na każdym kroku czeka prawdziwa uczta.

Z biegiem rzeki

Jedną z największych ozdób tego regionu, oprócz formacji skalnych, jest wijąca sie w malowniczej dolinie Łaba. Trudno lepiej ją poznać inaczej niż czując jej rwący prąd na własnej skórze, a raczej w ramionach.

Naszym kolejnym przystankiem było malownicze miasteczko Königstein, nad którym góruje piękna twierdza. Ma ona opinię niemożliwej do zdobycia, sam Napoleon Bonaparte nie był w stanie jej przejąć. Znacznie niżej, nad samą rzeką, rozpościera się urokliwa miejscowość z maleńką stacyjką kolejową. Tam czekało na nas kolejne wyzwanie – dwa potężne pontony. Sabine szybko wyłumaczyła podstawy ruchu rzecznego oraz locji (znaczenia kolorów i rola boi oraz znaków wodnych) i już po chwili, podzieleni na dwie drużyny, wypływaliśmy w podróż. Spływ pontonowy w dół Łaby może nie brzmi tak wyczerpująco jak wspinaczka po stromych skałkach, ale i tu trzeba troszkę kalorii zostawić w wodzie wiosłując by utrzymać ponton na właściwym kursie.

Podróż rzeką pozwala na podziwianie regionu z innej perspektywy, która jest równie atrakcyjna co ta „z samej góry”. Po rzece kursują parowe statki wycieczkowe, a pomiędzy brzegami pływają niewielkie promy. Podróżnicy, którym rzeka jest nieobca, mogą wypożyczyć kajaki albo kanoe w działających przy brzegu punktach. Na wodzie spędziliśmy dwie godziny, by z miejsca docelowego (po krótkiej przerwie na posiłek) wrócić do miasteczka pociągiem. Tu zaskoczenie – przejazd pociągiem wzdłuż Łaby przykleił nas dosłownie do okien, naprawdę jest co podziwiać. Chwila wytchnienia dla nas i dla naszych smartfonów, które w tym momencie dostały swój „obiad” – czyli energię z powerbanków VARTA.

Kolacja z mistrzem

Kolejna kropka na naszej dzisiejszej mapie to Oberwiesenthal, mała miejscowość, która stała się domem dla Jensa Weissfloga, wielokrotnego medalisty i mistrza olimpijskiego w skokach narciarskich. Gdy po swoim największym sukcesie sportowym (jak sam mówi), czyli zwycięstwie w Lillehamer w 1996 roku kończył swoją karierę, zdecydował się na branżę turystyczną i szukał odpowiedniego miejsca na hotel Oberwiesenthal leży tuż nad granicą z Czechami, zatem przyjeżdżający tutaj mogą wybierać między stokami narciarskimi po obu stronach granicy. W lecie natomiast warto skorzystać z tutejszych szlaków rowerowych i pieszych po urokliwych wzgórzach. Sam mistrz nie tylko przywitał podróżników TAT, ale i towarzyszył w kolacji opowiadając zarówno o latach sportowej świetności, jak i samym hotelu, który w ubiegłym roku świętował 20 lat działalności. W menu szczególnie polecamy lokalne i mało znane danie: zupę z jabłek i dzikiej róży. Ma unikalny słodkawy smak i wyjątkowy purpurowy kolor. Choć trzeba przyznać, że skromny autor bez pamięci zakochał się i utonął w zupie cebulowej z grzankami z gorgonzollą.

Dla naszych samochodów droga do Oberwiesenthal okazała się sprawdzianem górskim. Trasa wiodła najpierw przez długi odcinek autostrady, gdzie kierowcy przetestowali jak Kodiaqi zachowują się przy naprawdę dużych prędkościach. Jak się zachowują? Przewidywalnie i bez niespodzianek – czyli tak jak trzeba. Polecamy jednak regularnie sprawdzać prędkościomierz podczas jazdy, by w pewnym momencie nie „odkryć”, że właśnie wskazówka minęła 180. Oprócz autostrady czekały nas kręte i bardzo strome fragmenty trasy w bliższej okolicy hotelu. Tu sprawdziliśmy możliwości „wspinaczkowe” aut, które świetnie poradziły sobie z wyzwaniem. Do tego warto wspomnieć, że mimo dużego rozmiaru model ten jest bardzo zwrotny i gdy nagle trzeba zmienić kierunek, albo wykręcić (parking, ciasna ulica) – manwer uda się bez ryzyka. To testy kierowców, bo reszta w tym czasie (zmęczona dniem pełnym wrażeń) testowała miękkość kanap i foteli w poszukiwaniu idealnej pozycji na drzemkę. Nie udało się zebrać wszystkich opinii, ale sądząc po ciszy i/lub lekkim pochrapywaniu – testy chyba wyszły pomyślnie.

B G

Fot. Iwona El Tanbouli Jabłońska, Jeremiasz Gądek