Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » W krainie Bacha i Goethego

W krainie Bacha i Goethego

Potwory na kołach, elektryczne rowery i kanoe pod gwiazdami. Trzeci dzień wyprawy Traveler Adventure Team do Niemiec to wyjątkowo mocna dawka wrażeń.

Okolice Oberwiesenthal, gdzie spędziliśmy noc, rozbudzają pragnienia u wszystkich miłośników sportów zimowych. Ale to tylko jedna pora roku, a co podczas innych? O tym właśnie mieliśmy się przekonać. Pierwszy przystanek to sportowy hotel K1 i jego wypożyczalnia sprzętu. U podnóża Fichtelbergu, najwyższego szczytu po niemieckiej stronie Rudaw (1214 m n.p.m.), poznaliśmy zupełnie nowy sport, który od niedawna zdobywa popularność w regionie: monsterrolery. Jak to opisać? Najprościej: weź hulajnogę (z dzieciństwa, albo nowszą, dla dorosłych), wzmocnij i poszerz jej ramę by zniosła górskie wyboje, wyposaż w dwa hamulce ręczne (uwaga – bardzo mocne) i na sam koniec wymień malutkie kółka na potężne szerokie i przystosowane do pokonywania trudnej trasy – i już masz monsterroler, dziecko monster trucka i hulajnogi. Początek wycieczki to wyjazd wyciągiem na sam szczyt Fichtelbergu, uczta dla wszystkich kochających górskie widoki, a potem już tylko akcja. Jeżeli kiedykolwiek autorom popularnej kinowej serii o szybkich mężczyznach i pięknych samochodach „Szybcy i wściekli” skończą się pomysły, polecam spróbować takiej trasy. Górskie hulajnogi mogą wyglądać niezgrabnie, ale to złudzenie – hamulce naprawdę się mogą przydać, szczególnie, że Fichtelberg oferuje przejazd w 30 minut z jednej pory roku w drugą: w górnej części trasy jeszcze w maju możecie jechać przez śnieg, by potem zjechać na sam dół w piękną wiosnę z temperaturą 25 stopni. Bielizna termiczna Brubecka znów zdała egzamin i różnice w klimacie u nikogo nie skończyły się kichaniem.

Po monstrrolerach szybko wymieniliśmy sprzęt na e-bike’i, czyli rowery z malutkimi silnikami elektrycznymi. Tutejsze wypożyczalnie oferują je do przejechania szlaku Stoneman Miriquidi. Dane techniczne trasy są imponujące: 4400 m przewyższeń, 162 kilometry pośród przepięknych rudawskich widoków. Mieliśmy okazję dosłownie liznąć niewielki fragment tej trasy, ale wyprawa jako apetizer sprawdziła się doskonale – chcieliśmy więcej. E-bike to doskonałe narzędzie dla tych, którzy marzą o górskich wyprawach rowerowych, ale jeszcze nie mają kondycji sportowców i płuc z żelaza. Elektryczny silnik ratuje gdy zaczynają się podjazdy pod strome części trasy. Na końcu drogi czekał obiad u podnóża Fichtelbergu. Jak już traficie w tamtą okolicę koniecznie spróbujcie soljanki oraz rosołu z pierogami Maultaschen. Ale nie zamawiajcie obu tylko dla siebie, bo w Saksonii porcje są naprawdę duże.

Przejeżdżając do kolejnego etapu podróży tym razem wasz skromny autor przetestował tylną kanapę Skody Kodiaq i przespał podróż smacznie jak dziecko. Nie zauważył nawet, gdy w tym czasie kierująca biła rekordy prędkości na niemieckiej autostradzie – w środku po prostu nie czuje się nawet największego pędu.

Zmiana o 180 stopni

Inaczej tej części tekst nazwać się nie da – bo z wysokich gór przejechaliśmy szybko do przepięknego miasta by znów zmierzyć się z… wodą! Ale po kolei.

Lipsk to miasto wielu odcieni, oczywiście ze względu na naprawdę bogatą historię (już w X wieku była tu mała osada!) przede wszystkim warto ruszyć tutaj jej śladem, ale nie brakuje tu także nowoczesnego pazura. Jeśli przyjdzie wam wędrować przez to miasto możecie ruszyć kilkoma szlakami. Artystycznym: odwiedzając miejsca związane z Goethem i Johannem Sebastianem Bachem, nowoczesnym: testując dziesiątki pubów, knajpek, restauracji i klubów poukrywanych w uliczkach oraz odwiedzając wystawy i koncerty (a jest tu ich naprawdę dużo) i wreszcie chyba najbardziej oryginalnym – rzecznym. Nad Białą Elsterą można tutaj spacerować urokliwymi bulwarami, jej koryto wyznacza ciekawą drogę rowerową przez miasto, ale najlepiej jest wypożyczyć canoe i zobaczyć miasto z perspektywy wody. W czasach przemysłowej rewolucji XIX wieku do Lipska sprowadzali się przemysłowi magnaci z całego kraju zakładając tu siedziby firm i fabryki. Do końca NRD w przemyśle było tu około 100 tysięcy miejsc pracy. Po zjednoczeniu kraju sytuacja uległa zmianie, a wielkie fabryki zaczęły pustoszeć. Na szczęście nikt nie zdecydował o ich wyburzeniu – nad rzeką obecnie można podziwiać piękne industrialne fasady, wewnątrz których znajdują się luksusowe lofty, a nad brzegiem – piękne restauracje, w tym jedna włoska ze sprowadzonymi z Wenecji gondolami. Co ciekawe, przez ostatnie 30 lat, wraz z przemianą zakładów w miejsca do mieszkania, sama rzeka zmieniła swoje oblicze. Wcześniej zanieczyszczona, dziś jest czysta i oferuje przyjemny chłód i piękną trasę w ciepłe dni. Ekipa Traveler Adventure Team wypłynęła po 20:00, cztery canoe, na każdym pochodnia oraz latarnie VARTA, które jednocześnie oświetlały nas, tworzyły niesamowitą atmosferę i odstraszały komary, które zamiast ucztować musiały obejść się smakiem. Lipsk z perspektywy rzeki to wyjątkowo ciekawe wyzwanie, pozwala zobaczyć jak zmieniało się miasto i zobaczyć wiele zabytków, które na brzegu można przegapić (choćby przepiękne wille przemysłowych magnatów, każda z osobną historią).

Rzeka „wyciągnęła” z nas trochę energii, ale z pewnością nie entuzjazm. Energię w urządzeniach uzupełniliśmy szybko z powerbanków VARTA, a entuzjazm? Ten pozwolił nam zagubić się wśród lipskich uliczek i pozwiedzać tutejsze puby i knajpki. To kolejny szlak, który tutaj po prostu trzeba zaliczyć. Nie podamy wam jednak konkretnych nazw i ulic – sprawdźcie to sami wybierzcie się do Lipska na city break. Część z uczestników TAT już zaczęła to planować.

B G

Fot. Iwona El Tanbouli Jabłońska, Jeremiasz Gądek