Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Walka z żywiołem i metalowy kolos, czyli z Saksonii do Brandenburgii

Walka z żywiołem i metalowy kolos, czyli z Saksonii do Brandenburgii

Magiczny wieczór pod gwiazdami nad jeziorem Senfterberger See. Jesteśmy zmęczeni podróżą, a z drugiej strony pobudzeni ilością wrażeń. Co działo się wcześniej?

Zaczęło się przed południem. Ekipa TAT zaraz po śniadaniu ruszyła Skodami do znajdującego się na przedmieściach Lipska Kanuparku Markkleeberg. To wyjątkowe miejsce na mapie dla miłośników ekstremalnych sportowych wrażeń. Zbudowano tutaj specjalny tor treningowy dla miłośników raftingu – czyli spływu pontonem rwącymi górskimi strumieniami pełnymi przeszkód i niebezpieczeństw. Tutaj można nauczyć się tego sportu w kontrolowanych warunkach (i prysznicem!). Po krótkim, ale bardzo potrzebnym szkoleniu, ekipa TAT ubrana w pianki i kaski była gotowy na wyzwanie.

Tor w Kanuparku Markkleeberg ma kilka progów, nieregularne dno i ostre zakręty, a specjalne pompy pozwalają uzyskać efekt rwącej wody. Na początek trasy, siedząc już w pontonie, wjeżdżamy wyciągiem, a potem już tylko krzyki radości, komendy sternika i walka z żywiołem. Każdy przejazd takim torem może być inny, sternicy uczyli nas różnych manewrów, nie zabrakło też popisów jak wpływanie pod prąd przed wodny próg, gdy woda zalewa dziób pontonu, czy kontrolowane wywrotki. Bezpiecznie? Owszem, ale adrenalina i tak grała nam w żyłach. Temperaturę emocji w ciele wyregulowała nam później bielizna Brubeck. Znajdująca się na miejscu restauracja zaspokoiła nasz apetyt na jedzenie (świetny łosoś!), ale nie na przygodę. Pożegnaliśmy się więc z Markleeberg i ruszyliśmy znów w drogę, kierunek: Lichterfeld. Czas na Brandenburgię!

Stalowy olbrzym

Naszym pradziwym celem była nie sama miejscowość, a znajdująca się tuż przy niej gigantyczna metalowa maszyna o nazwie F60.
Z oddali może przypominać przewróconą wieżę Eiffla, jest jednak znacznie większa. Długość tej największej na świecie maszynerii do pozyskiwania węgla brunatnego to aż 502 metry (paryska wieża ma wysokość 320 m), wysokość 74 m, a szerokość 202 m. Taśmociąg rozpięty na metalowym szkielecie przypomina ruchomy most położony na torach kolerowych. By poruszać F60 konieczne było zainstalowanie podwozia na ponad 760 kołach, które napędzało około 200 silników. Maszynerię budowano przez rok, co ciekawe dzałała także tylko rok. Szybko okazało się, że koszty jej użytkowania są zbyt duże w zestawieniu z ceną węgla brunatnego.

Dziś to miejsce jest niesamowitym muzeum przemysłu górniczego i przykładem rekultywacji otoczenia. Prace wydobywcze doprowadziły do ogromnych zmian w okolicznym terenie, a teren odkrywkowy jeszcze w latach 90-tych ubiegłego wieku przypominał księżycowy krajobraz. Zmiana przyszła w XXI wieku, gdy rozpoczęto zalewanie wyrobiska wodą. Powstało jezioro, nad którym obecnie (niczym mityczny olbrzym) czuwa ogromna maszyna. Można ją zwiedzać i podziwiać z jej platform olśniewającą panoramę okolicy. Dookoła sztucznego jeziora powstały pola z kolektorami energii słonecznej oraz elektrownie wiatrowe. To dość symboliczny znak przechodzenia z energii ze źródeł kopalnych na tę z odnawialnych.

Kolacja w cieniu kolosa przy okazji zbiegła się już naszym stałym rytuałem podładowywania używanych wciąż do kręcenia filmów i robienia zdjęć smartfonów powerbankami VARTY. Płaskie i pojemne baterie są już stałym wyposażeniem bagażu podręcznego.

Gwiazdy nad jeziorem

Na koniec dnia zakwaterowaliśmy się na kempingu Hafencamp nad jeziorem Senftenbrger See. Część z nas spędziła noc w przytulnych i elenganckich domkach o lekkiej konstrukcji, ale znalazł się także szczęściarz, któremu trafił się domek na drzewie – to jedna z najbardziej malowniczych form noclegu jaką można sobie wyobrazić.

Nieduży przytulny domek, wyposażony w łazienkę i malutką kuchnię, zbudowany na drzewie, do którego wchodzi się po drewnianych schodkach. To w połączeniu ze stonowanym oświetleniem latarenek VARTA, gwiazdami na czystym niebie oraz spokojnym jeziorem w dole stworzyło nastrój jak z powieści fantasy. Trudno o lepsze warunki do odpoczynku przed kolejnymi wrażeniami.

B G

Fot. Iwona El Tanbouli Jabłońska, Jeremiasz Gądek